niedziela, 26 czerwca 2011

Islandia w wersji light

Nie oszukujmy się, taka nie będzie. Przynajmniej nie na rowerze z całym tym majdanem... Chcąc zadziałać zawczasu, próbuję bagaż odciążyć jak się da. Z doświadczeń z poprzednich wypraw rowerowych wiem, żeby:
  • nie brać jeansów, które dużo ważą, wolno schną, a i tak założyłbym je tylko na przeloty, bo poza tym są totalnie niepraktyczne,
  • nie brać wysokich treków, skoro można je zastąpić trekami niskimi, o połowę lżejszymi,
  • nie brać turystycznego prysznica, to przecież kurde nie Grecja, żeby tu słońce miało coś ogrzać, a poza tym codzienna higiena to w tym wypadku również hasło na wyrost ;)
  • a propos higieny - wziąć co się da w wersji mini (cała zawartość kosmetyczki):
  • "kreatywnie" zredukować masę tych przedmiotów, w których jest to możliwe albo w ogóle ich nie brać:
Tutaj przykład zaoszczędzenia 40 g (z 80 g na 38 g) na kabelku do ładowarek. Jeszcze tylko taśma izolacyjna i będzie grało.

Generalnie zamysł jest taki, żeby próbować ograniczać ilość i ciężar bagażu na każdym kroku, bo tylko wtedy to ma sens. Sens, który brutalnie uwidacznia się, gdy kładziemy bagaż na wagę na lotnisku i przychodzi do płacenia za nadbagaż... A to jest nie do uniknięcia :(

Acha, bohater tego filmu wziął sobie ten temat do serca. Ciekawy film tak btw.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz