środa, 29 czerwca 2011

Poznajcie TLYBa

Z przyczyn mniej lub bardziej obiektywnych niemożliwe było wyserwisowanie tzw. roweru sportowego na czas, ale nie pytajcie proszę od jak długiego czasu przygotowuję wyprawę i czy nie mogłem się za to wziąć wcześniej... Nie mogłem i już :P
Gdy się dowiedziałem, że ściągnięcie amortyzatora do roweru sportowego zajmie kilka tygodni, bo nie ma go nawet u polskiego dystrybutora, to nie było już co kombinować. Termin się zbliżał, więc trzeba było reagować szybko ;) Do akcji wkroczył tzw. rower żółty i w nim pokładam całe nadzieje. W końcu jest to dużo bardziej doświadczona w tego typu przejazdach jednostka, więc nie ma się czym martwić. Żółty przeszedł serwis, wymianę ogumienia, lekki upgrade osprzętowy (ma nowe światełko, dzwonek i trzymak na GPS), a poza tym jest to ten sam przecinak, który tak pięknie śmigał w Norwegii. Acha, rower dostał coś jeszcze, ale po kolei...


Po wymianie ogumienia na zdecydowanie szersze (ale z bieżnikiem prowadzącym) okazało się, że przedni błotnik ewidentnie przeszkadza oponie. Szlifierka kątowa rozwiązała ten problem skracając nieznacznie błotnik.
Błotnik zaczął pasować aż miło
Następnie przyszedł czas na wyposażenie kierownicy, na której zrobiło się dość ciasno...
Po wyregulowaniu hamulców, zamontowaniu bagażników i sprawdzeniu wszystkich śrubek i linek przyszedł czas na ostatnie usprawnienie - nóżki! I tak, Szanowni Państwo, poznajcie TLYBa, czyli absolutny prototyp projektu (a jakże!) Triple Leg Yellow Bolt.
TLYB - teraz już się chyba nie przewróci; niestety przez te nóżki lewa strona jest wyraźnie cięższa ;) no i trzeba pamiętać o właściwej kolejności składania i rozkładania nózek.
Także to będzie mój najlepszy przyjaciel przez najbliższe 10 dni. Jest sprawdzony, doświadczony i wygodny, ale niestety również niepewny. Ciekawe czy wytrzyma? Asfalt pewnie tak, z szutrami już taki pewny nie jestem...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz