Z przyczyn mniej lub bardziej obiektywnych niemożliwe było wyserwisowanie tzw. roweru sportowego na czas, ale nie pytajcie proszę od jak długiego czasu przygotowuję wyprawę i czy nie mogłem się za to wziąć wcześniej... Nie mogłem i już :P
Gdy się dowiedziałem, że ściągnięcie amortyzatora do roweru sportowego zajmie kilka tygodni, bo nie ma go nawet u polskiego dystrybutora, to nie było już co kombinować. Termin się zbliżał, więc trzeba było reagować szybko ;) Do akcji wkroczył tzw. rower żółty i w nim pokładam całe nadzieje. W końcu jest to dużo bardziej doświadczona w tego typu przejazdach jednostka, więc nie ma się czym martwić. Żółty przeszedł serwis, wymianę ogumienia, lekki upgrade osprzętowy (ma nowe światełko, dzwonek i trzymak na GPS), a poza tym jest to ten sam przecinak, który tak pięknie śmigał w Norwegii. Acha, rower dostał coś jeszcze, ale po kolei...
 |
Po wymianie ogumienia na zdecydowanie szersze (ale z
bieżnikiem prowadzącym) okazało się, że przedni błotnik ewidentnie
przeszkadza oponie. Szlifierka kątowa rozwiązała ten problem skracając
nieznacznie błotnik. |
 |
| Błotnik zaczął pasować aż miło |
 |
| Następnie przyszedł czas na wyposażenie kierownicy, na której zrobiło się dość ciasno... |
|
Po wyregulowaniu hamulców, zamontowaniu bagażników i sprawdzeniu wszystkich śrubek i linek przyszedł czas na ostatnie usprawnienie - nóżki! I tak, Szanowni Państwo, poznajcie TLYBa, czyli absolutny prototyp projektu (a jakże!) Triple Leg Yellow Bolt.
 |
| TLYB - teraz już się chyba nie przewróci; niestety przez te nóżki lewa strona jest wyraźnie cięższa ;) no i trzeba pamiętać o właściwej kolejności składania i rozkładania nózek. |
|
Także to będzie mój najlepszy przyjaciel przez najbliższe 10 dni. Jest sprawdzony, doświadczony i wygodny, ale niestety również niepewny. Ciekawe czy wytrzyma? Asfalt pewnie tak, z szutrami już taki pewny nie jestem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz