Jesteśmy w domu. Ostatniej nocy Islandia nie pozwoliła nam wrócić do domu z wrażeniem, że to kraj przyjemny, bezpieczny i przewidywalny... Wręcz przeciwnie. Wyraźnie podkreśliła, że to ona tam rządzi, a pogoda jest więcej niż kapryśna. Nasz mały, trochę prosty, ale może właśnie dlatego taki stabilny i wytrzymały namiot generalnie wytrzymał całonocny napór wiatru i deszczu, chociaż nie obyło się bez zmoczeń... Namiot obok odleciał :) Namiot z drugiej strony stał jeszcze bardziej stabilnie niż nasz, ale do jego rozłożenia były potrzebne (w takich wietrznych warunkach) 4 osoby, mimo że śpią tam tylko dwie. A po spakowaniu zajmuje 2 razy tyle miejsca co nasz, więc się nie liczy :)
Acha, jeśli ktoś nie wierzy (bo ja sam bym nie wierzył, w życiu nie odczułem wiatru 10 Bf), to mam zdjęcie zrobione kamerą (słaba jakość) już po fakcie (w trakcie pomiaru nie byłem w stanie zrobić zdjęcia) z prędkością maksymalną w km/h. O samej skali można poczytać tutaj :)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Skala_Beauforta
 |
| Acha, no i jest to prędkość maksymalna a nie średnia... Średnia za minutę (dłużej nie było sensu stać) była na poziomie 9 Bf. |
|
|
Podsumowanie naszego islandzkiego wyjazdu napiszemy już na spokojnie, gdy zgramy zdjęcia i zmontujemy film. Tymczasem czas na odpoczynek po urlopie... ;)
Pozdrawiamy,
M&M
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz